Przegląd 2009-12-23 10:36:29

Przeglad filmów:

- Bękarty Wojny - strasznie słabe, dla takich średnio rozkojarzonych dekli i klimatów około kabaretowych. To można powiedzieć jest materiał na komiks bardziej niż na film, a wiadomo że nie ma nic bardziej idiotycznie - trywialnego w filmie jak adaptacje komiksów. to taka troszkę praca na temat "Jak mialem sześć lat to sobie wyobraziłem że wojnę powinniśmy zakończyć w o taki to prosty sposób" szkoda że nikt na to nie wpadł wcześniej do głowy i nie wprowadził w życie. Jedynie pokazuje jak bardzo infantylny jest reżyser i jak mało ma tak naprawdę oprócz zajawki na sprawne kino akcji i kilka bon motów.
- Gamer - niby taki do przodu a końcówka jak zwykle, gdyby zły w tym filmie był ciut bardziej rzeczywisty nikt by się nie dowiedział o "strasznych rzeczach" i w ogóle film by nie powstał bo nie było by problemu. Ale nie, Zły jak zwykle jest swoim największym wrogiem i to tylko po to abyśmy go w filmie mogli zobaczyć. To tak jakby Hitler wkurzony jednym osiłkiem z okopów któremu rośnie +5 do legendy by wskoczył do tych okopów i sam zabrał się własnoręcznie za dziuganie go cyrklem. Oczywiscie ten zły musi, powtarzam musi, być deklem który bierze wszystko osobiście i musi, powtarzam musi, jakiegoś osiłka własnoręcznie skrzywdzić bo w sumie to jest jego nagroda za opanowanie świata. Gdyby miał te cechy nigdy oczywiście nie doszedł by do punktu w którym jest ale to jest właśnie głównącechą filmów amerykańskich. Dopóki są efekty - możńa oglądać. Cała warstwa fabularna oparta jest na głębi filmu "Commando" z Arnoldem mniej więcej i nic się chyba nie zmieniło.
- Surogaci - uciekać z kina, film wyłacznie dla diabetyków i miłośników B.Willysa. Końcówka jest tak słodka i tak ... bueeee.... naiwna że o mamusiu.
- Dom Zły - bardzo dobry film, ma coś w sobie nie z Fargo jak pieją krytycy ale z Gruz 200 - dla Słowianina koniecznie. Dla nie słowian byłby to horrorek klasy 3 ale dla nasz tu rodzonych - bardzo dobry film i to wcale nie przesadzony. Bo to tylko u nas pod naszą szerokością geograficzną można napotakać takie skondensowane zbitki tanich fajek, siekier, błota, milicji, Vondrackowej, bimbru i pomysłów na zycie i wiedzieć ze to na serio a nie scenografia czy czkawka. Wyśmienity scenariusz i w mojej prywatnej ocenie - film który bez stresu zakradł sie do półki z napisem "Kultowe" mimo kilku zgrzytów (na siłę wciśnięto za dużo grzybów w barszczyk - ale tego się nie odczuwa)
- Ostatnia Akcja - dno, mega - szkoda kilków choć pomysł sam mógłby być interesujący gdyyb ktośto na poważnie potraktował i usiadł przy pisaniu a nie wywąchał tego scenariusza z własnego pępka w pociagu pomiedzy Łowiczem a Kutnem.
więcej filmów nie pamiętam - ale dopiszę jak tylko się za nie zabiorę albo i nie, w końcu kto to czyta...
- trzy filmy Billa Plymptona - nie do dostania, trzeba szperać w sieci, jeśli mi ufacie ściągajcie w ciemno, animowane, dla dorosłych natomiast wsystkie są genialne:
Hair High - przecudny film o nastoletniej wielkiej miłości - ostatnie sceny potrafiawas rozjebać na szczoteczki do zębów i piach i stertę przemyśleń o własnym związku, niemniej scena pocałunku - mistrzostwo świata (jest na youtube)
I married a strange person - Film jeszcze bardziej pojechany, smaczki docieraja po oswojeniu się z formą i czytaniu subtelności. na youtube do obejrzenia - jak powstają łzy. Niezmiernie polecam.
Idiots and Angels - film smakuje niesamowicie jak pozwolisz dotrzeć temu o czym jest ten film. Nikt nie chce wszechmocy wynikającej z czynienia dobra dla innych bo skoro nie można robić z tym nic dla siebie to na co mi to? Mam nadzieję że nie zdradzam (na pewno nie zdradzam) ale to dopiero początek historii. Kadrowanie i wartości plastyczne - przerastają wszystko co człek widział w animacji.
oglądać w tej kolejności jak podałem - zaufać nie pytać. W dobie wszechpanującej animacji 3d - raczej zanikajaca forma - niemniej subtelnie pokazuje jak bardzo animacja 3d jest uboga w porównaniu do zwykłego analogowego rysunku.
- Mary and Max - koniecznie - najlepszy film psychologiczny jaki powstał chyba w ogóle a ogląda sie go poprzez śmiech, nie zrażajcie sie tym że jest animowany i zapowiada się pedofilsko (przyjaźń 50 latka z 8 latką) film jest genialny robi rysę w czole na długie lata. Nie jest absolutnie dla dzieci (nie ogladać na youtube tylko ściągąć bo będziecie potem żałować i błagać o kopa w dupe)
Co smieszniejsze film powstał na bazie tzw. true story. Pomimo wszechbrechu - głęboki wziew melancholii.

Filmy dla dzieci:
- SpongeBob  - (Kanciastoporty) z 2004 r. jeśli nie znacie tego i uważacie że sie kojarzy z naszą-klasą (gąbka) darujcie sobie - genialny film nie tylko dla braci mniejszych.


Seriale
- Big Train - post Monthy Python, udany - scena jak Prince poluje na dżokeja - w trybie Discovery (polecam youtube)
- Spaced - to serial sprzed 10 lat, zrobiono wszystiego 2 serie, gdybym go wtedy obejrzał, chyba bym zwariował, poziom wyśrubowany na maxa. Wszystkie Losty, Dextery i wszelkie gówna klasy nierodzimej - nawet by nie obeszły.
W ogóle wszystko czego dotknął Simon Pegg piórem (nie aktorstwem) jest skażone genialnością okazuje sie że ten rudzielec zagrał i napisał "Hot Fuzz", "Jak stracić przyjaciół i zrazić do siebie ludzi" i kilka innych filmów i wszystkie są w najgorszym wypadku przyjemne do obejrzenia. NAtomiast Spaced jest do tego wspomożony reżyserem który dołożył drugie tyle co aktorstwo i scenariusz. Dla mnie absolutny "złoty wzorzec" dla seriali i chyba mało co dorosło. Jest dostępny jedynie w sieci. Stad innych seriali nie oglądam, są tak idiotyczne że nie da sie wytrzymać bez wyzerowania poglądów.

Przegląd muzyki:
- obrabiam sporo muzy ale nic co bym wam rzucił do stóp i powiedział: Brać
wyjątkowo sobie odpuszczam

Przegląd blogasków:
- blind librarian - chyba najrówniejsze i najmniej emo i najmniej osobiste (w sensie pisanie w trybie "a ja wczoraj...") a robi to coś co bardzo rzadko sie udaje, nie pisze o sobie wprost ale poprzez rzeczy ktore napotyka i nie ma lewara (tzn jest lewar) aby cokolwiek z polecanek nie trafiło ci do głowy. Zręcznie omija każdy shit (oprócz skrętu na skopane latino) i chyba najrówniej zapodaje to co warto widzieć i słyszeć. Dobrze go mieć pod ręką. Płodny (w sensie 3-4 notki tygodniowo).
- sledź - nie tylko fajnie rysuje komiksiki. Płodny gdzie indziej.
- mrw - blog hojnie obdarzonego aparatem poznawczym szczecinianina który jest troszke dla mnie kosmitą  w sensie poglądów (jest bardziej konserwatywny od mojego dziadka Władka mimo używania pojęć które dopiero wchodzą w obieg) ale zrzesza sporą bandę podobnych sobie samców - stad łatwy do odczytania (niewarszawski) ciekawy puls myśleniowy natomiast niezrozumiały skręt na muze mega pop, konflikt atari-amiga, propagowanie antyklerykalizmu a pełen garnitur szybkich ripost który zmyla wszystkich że Autor Bloga Wszystko Wie Lepiej (#ttdkn?). Płodny co gwarantuje co dzień świerze mięso.
- radkowiecki - blog elokwentnego smutasa - wesoła percepcja rzeczy smutnych. Mało płodny ale to chyba akurat zaleta w tym przypadku.

Przegląd portali społecznościowych
- blip (nadal nie kumam o co tam chodzi ale jak piesek pod słupkiem klikam wesoło i opisuje co właśnie robię co jakiś czas)
- facebook (mistrzoswo w generowaniu ruchu przy minimalnym zaangażowaniu) wchodziś i robisz jeden klik a u wszystkich się pokazuje że lubisz Monthy Python czy własnie stałeś się fanem Britney.

Przenosiny:
od jakiegoś czasu używam oblyman.blogspot.com ze względu na to zę tam można sobie obrazki łatwo wklikiwac bez pocenia się jak tutaj i tubki i cokolwiek.

wesołych świat, a rysunków nie będzie bo tutaj się słabo je wstawia.

skomentuj (3)

Człowiek którego nie było 2009-06-17 21:54:09

Taki film, braci Cohen, bardzo dobry jak wszystkie filmy braci. To co odróżnia ten film od innych dobrych filmów braci C. to chyba szerokość naporu na temat i próba najszerszego pokazania, tego co pokazać się nigdy tak naprawdę nie da. Ale to jest najwyższego lotu. Najpierw oglądasz i śmiejesz się z kretyna i smutasa który z miną jakby wystylizowanaw modelinie tańczy jak marionetka rzucany drobnymi spotykanymi go wydarzeniami na lewo i prawo, w takt odkrywanej dopiero co muzyki. Facet który przeżywa swoje własne życie jakby z zewnatrz, jakby nie miał najmniejszego wpływu na to co się wokół wydarza, baa nie miał nawet najmniejszej chęci ingerencji w nie. Potem dopiero napada na ciebie tytuł filmu "Człowiek którego nie było" i jest po tobie, najgorzej jest wtedy gdy w pewien sposób odczuwasz iż narratorem tego filmu jesteś ty, widzisz siebie, zamierasz na chwilkę i kulisz się,przestajesz oglądać film a widzisz swoją siatke drobnych spraw które ciebie otaczają. Nie przeszkadza to w oglądaniu filmu, wręcz każdy następny kadr wywołuje w tobie kolejne serie migotań półkul. Męczy to okropnie, przeszkadza oglądać. Dobrze wiadomo że nie o śledzenie fabuły chodziło autorom tego filmu, fabuła nie jest celem, ale środkiem do tych wulkanicznych przeobrażeń jake w tobie zachodzą i na które autorzy tak naprawdę wpływu nie mają. Stajesz się nagle pudłem rezonansowym i to jak ten film w tobie wybrzmi zależy wyłącznie od Ciebie. Autorzy zadbali jedynie o to aby sygnał wejściowy był jak najczysszy. Film na poziomie rezyserskim jest absolutnie poprawny, nachalnie podporządkowany myślom, lub narracjom przewodnim, tym niedopowiedzianym. Nie ma scenki niepotrzebnej, spojrzenia czy gestu. Film absolutnie wyrastajacy ponad z tym ewidentnym trzecim wymiarem który przemawia wyłacznie na poziomie bezsłownym i bezdotykowym. Trudno nazwać to rozrywką, natomiast w odróżnieniu od pozostałych filmów braci C. film dopieprza się skutecznie do fundamentów całego twojego światopoglądu i gradacji spraw.


skomentuj (0)

gali matjas 2009-06-01 13:51:49

ryba faszerowana
-ologią, -ozofią, -oizmem
niesmaczny to kęs był, niestrawny
i pachniał fetyszyzmem

na zewnątrz łuska błyska,
w środku warzyw miks
oko martwe a z pyska
wylniały, siwy dym  

skomentuj (1)

Księga Gości